Czarownice, zatrute źródło

Jeszcze jedna interpretacja filmu „Antychryst” Larsa von Triera: czarownice, „kult” czarownic i prześladowania czarownic – Trier przedstawia jako ZATRUTE ŹRÓDŁO!
Bo co tam się dzieje: kobieta (grana przez Charlotte Gainsbourg), zapewne mając już zaczątki schizofrenii, studiuje historię prześladowań czarownic – i od tego popada w pełny obłęd. (Będący treścią filmu.) Co można odczytać, że oto Autor „chciał przez to powiedzieć”, że prześladowania czarownic pozostają niezagojoną rana na zbiorowym „duchu” Zachodu.
(Zastanawiałem się, jakie słowo położyć w tym miejscu. Czy faktycznie „Zachodu”? Anty-czarownicza furia była udziałem głównie krajów germańskojęzycznych, przede wszystkim Niemiec, chyba w Anglii słabsza? Więc, powiedzmy, rana ta dotknęła „krajów germańskich kontynentalnych”. Tak czy inaczej, tej zbiorowości, która dla Triera jest ojczysta. Dla mnie i DLA NAS – nie jest!)
„Złe”, które w filmie się objawia, ma tam dwa korzenie: jeden to przyroda, las, który Trier pokazuje jako byt demoniczny. Drugi korzeń, to HISTORIA, czyli owo gynocide (ang. „masowe kobietobójstwo”), ludobójstwo na czarownicach, a właściwie na własnych kobietach, popełnione paręset lat temu przez tych poczciwych Niemców i Skanadynawów. Nie przypadkowo film był kręcony w Nadrenii, miejscu największego (chyba) natężenia tamtego obłędu. (W pobliżu też Trewiru, czyli Trier, od którego duński autor obrał sobie pseudonim.)
Trier więc mówiłby (filmem): obecna fascynacja „odrodzonym pogaństwem czarownic” sięga do zatrutego źródła… Jeśli wejdziecie w to, to strzeżcie się spotkać tego, co tam się kryje…
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to jest moja interpretacja. Ale mam niezmieniające się poczucie, że właśnie „sprawa czarownic” jest tym wątkiem, do którego współcześni duchowi praktycy NIE powinni się odwoływać. Na moich warsztatach zdarzało się, że kiedy paliliśmy wielki ogień, komuś się to kojarzyło ze stosem na czarownice. Natychmiast stanowczo ucinałem dowcipy na ten temat i nakazywałem mówiącemu, żeby zamknął swój ciąg myślowy. Odcinałem to. To jest, mówiąc po new-age’owemu, zła energia. Z tego źródła nowy szamanizm nie powinien brać. Dlaczego? Ponieważ, jak jestem przekonany, żadnej „przedchrześcijańskiej religii czarownic” nie było. Ich rzekome wierzenia zostały wymuszone przez kościelnych prześladowców torturami. Pochodzą z podręczników takich jak „Młot na czarownice” – są projekcjami chorych samców w habitach. To nie jest „czysty strumień” idący z praczasów – przeciwnie, to są chrześcijańskie odpadki. Tak samo satanizm. (To tyle na razie.)

Wojciech Jóźwiak

10 Komentarze

  1. Napisano niedziela 14, czerwiec 2009 o 10:47 | Permalink

    A w takim razie, co sądzi pan o Wicca, które również powstało (rzekomo?) na bazie rekonstrukcji tej rzekomej religii czarownic? Też należy je zaliczyć do złej energii? Zawsze miałem inne wrażenie…

  2. kacper
    Napisano niedziela 14, czerwiec 2009 o 13:54 | Permalink

    Pogląd o czysto projekcyjnym charakterze czarownictwa jest charakterystyczny dla nurtu, który nazwę roboczo “lewicową antropologią prześladowania”. Ma on w wielu przypadkach duże zasługi w wydobywaniu prawdy.

    Z drugiej jednak strony istnieją przekonujące argumenty, że religia Bogini, która dotrwała do średniowiecza, była pozostałością panującej niegdyś powszechnie na znacznym obszarze świata cywilizacji matrycentrycznej.

    Możliwa jest też interpretacja odwołująca się do pojęcia archetypu. Zeznania “czarownic”, choć wymuszone torturami i prawopodobnie wymyślane, by usatysfakcjonować oprawców, są bowiem, po odjęciu chrześcijańskiego słownictwa demonizującego, bardzo analogiczne, nawet na poziomie szczegółów, do wizji znanych z innych kultur (greckiego kultu Dionizosa czy tybetańskiego buddy Heruki).

  3. Napisano poniedziałek 15, czerwiec 2009 o 12:53 | Permalink

    Odpowiadam Jurgi’emu i Kacprowi:

    1) Wikki nie praktykowałem, ani nie znam z “namacalnego” kontaktu. Nie wiem więc, jaka jest energia tej grupy. Jej źródło i pochodzenie budzi obawy… O tym jest w tym tekście w Tarace: http://www.taraka.pl/enenna

    2) W rzekomą dawną europejską religię matrycentryczną nie wierzę – wygląda mi to na współczesny wymysł, na “naukowy mit”, podobnie jak dopełniający “mit” o rzekomych patriarchalnych złych Ariach-Indoeuropejczykach, którzy napadając konno ze Stepu skolonizowali starą, dobrą i macierzyńską Europę – taka sama projekcja dwudziestowiecznych lęków. Też pisywałem w Tarace o tym.

    3) Treść zeznań “czarownic” może przypominać wierzenia dionizyjskie lub tybetańskie na tej zasadzie, że sfera RELIGIJNYCH FANTAZJI jest na znacznych obszarach świata podobna, a to dlatego, że “puszczona na żywioł” i niepoddana teologicznym rygorom oficjalnych religii. Wcale z tego nie musi wynikać jakaś historyczna transmisja idei.

    Ja pisząc powyższe uwagi o filmie “Antychryst” Triera mialem na myśli przede wszystkim to, że (być może Autor chciał powiedzieć, że…) czarownicobójstwo (pharmakocide?) pozostaje do dziś niezagojoną raną na duszy Zachodu. Mordy na czarownicach ze szczytem w 16-17 wieku były jakąś dziwną prefiguracją mordu na żydach 300 lat później. Osobliwa jest ta zbiorowa pod/nie-świadomość Białych Ludzi.

    Wojciech Jóźwiak

  4. kacper
    Napisano poniedziałek 15, czerwiec 2009 o 23:44 | Permalink

    Cywilizacja matriarchalna istniała. Dziś jest to raczej sprawa faktu niż domniemań. Przytoczę na początek 3 linki:

    http://www.inbook.pl/a/produkt/id/178660/ksiazki_od_matriarchatu_do_patriarchatu_zygmunt_krzak.html

    http://www.amazon.com/Marija-Gimbutas/e/B000AP936C/ref=ntt_athr_dp_pel_1

    http://www.dobreksiazki.pl/b3440-milosc-plec-i-matriarchat.htm

    Sądzę, że argumenty faktograficzne mają pierwszeństwo co do wagi przed argumentami “psychoanalizującymi” wyznawców danej hipotezy.

    (Czy gdyby dzisiaj Kopernik ogłosił swoją teorię usłyszałby, że jest niepewny własnej wartości – stąd usunięcie Ziemi z centrum wszechświata – oraz z powodu złych relacji z ojcem w dzieciństwie kompensacyjnie nastawiony na gloryfikowanie ojcowskiego obrazu symbolizowanego przez Słońce?:)))

    Oczywiście, że wizja wielowiekowej powszechnie panującej, pokojowej cywilizacji matrycentrycznej z kultem Bogiń ma swoje ogromne implikacje emocjonalno-symboliczne dla naszego świata dzisiaj. Ale to w niczym jej nie podważa ani nie potwierdza.

    Samymi tymi implikacjami warto natomiast zająć się zupełnie niezależnie od faktów archeologicznych.

    Oznaczają one bowiem prawdopodobnie tyle, że możemy dążyć do odzyskania ogromnych, drzemiących w naszej podświadomości kulturowej, wypartych przez patriarchat pokładów wrażliwości typu prawopółkulowego.

    Wrażliwości umożliwiającej na co dzień głęboko metafizyczne (mistyczne) przeżywanie rzeczywistości (anekumena gwarantowana!), prowadzące, jak pokazują relikty historyczne do wybitnie empatycznego, erotycznego, pokojowego stylu życia społecznego.

    Wiele wskazuje na to, że harmonijna mistyka kosmiczna jest domeną pierwiastka żeńskiego, a jego wyparcie przez patriarchat wprowadziło w duchowość i w życie zbiorowe rys przemocy i dominacji, przez który duchowość stała się rozdarta, wymuszona, naznaczona wrogością i uprzedzeniami, by na końcu tego procesu obumrzeć całkowicie w kierunku nowoczesnego “świata odczarowanego”.

    Duchowość jest żeńska, patriarchat jest (na dłuższą metę) desakralizujący.

    Treść zeznań “czarownic” nie może przypominać wierzeń dionizyjskich lub tybetańskich “na tej zasadzie, że sfera RELIGIJNYCH FANTAZJI jest na znacznych obszarach świata podobna” (i to jeszcze “dlatego, że “puszczona na żywioł” i niepoddana teologicznym rygorom oficjalnych religii”).

    To w ogóle dość zaskakująca próba wyjaśnienia zbieżności (dotyczącej przecież nawet wielu szczegółów symbolicznych!).

    Ja nie twierdziłem, że na pewno miała tu miejsce historyczna transmisja idei. Odwołałem się jako do równoprawnego wyjaśnienia – do jungowskiego pojęcia archetypu. Wizje te mogły zawierać jakiś zestaw obrazów w zestawieniach mniej lub bardziej wrodzonych ludzkiej psychice.

    Właściwie w cytowanym zdaniu o “religijnych fantazjach” mówi pan coś bardzo podobnego. Tylko ile w tym deprecjacji!

    W rzeczy samej, “religijna fantazja”, właśnie ta “niepoddana teologicznym rygorom oficjalnych religii” (czyżby to jakiś niedostatek?;-) może mieć zdolność do odsłaniania głębokich pokładów ludzkiej psyche bijących rytmem archetypalnym.

    Jednym słowem: być autentycznie duchowa.

    Ponadto jednak istnieją mocne argumenty także na związek historyczny (np. pomiędzy cywilizacją matriarchalną a dionizyzmem):

    Religia Dionizosa w Grecji (podobnie jak śaktyzm i tantra w Indiach) jest pozostałością religii społeczeństwa matrycentrycznego, o czym mówi najpoważniejsza monografia kultu Dionizosa pióra Karla Kerenyiego:

    http://www.amazon.com/Dionysos-Archetypal-Image-Indestructible-Life/dp/0691029156/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1245102880&sr=1-1

    Licząc na ciekawe głosy na ten temat ważny dla przyszłości cywilizacji i duchowości

    Kacper Pilarski-Sokołowski

  5. Napisano wtorek 16, czerwiec 2009 o 7:14 | Permalink

    Dzięki za opinię i linki! Szkoda, że Gimbutas pozostaje w Polsce nieznana, żadnych chyba jej książek nie tłumaczono. Ale… Coś mi się wydaje, że najbliższa prawdy jest opinia angielskiej Wikipedii:

    In 19th century scholarship, the hypothesis of matriarchy representing an early stage of human development — now mostly lost in prehistory, with the exception of some “primitive” societies — enjoyed popularity. The hypothesis survived into the 20th century and was notably advanced in the context of feminism and especially second wave feminism, but it is mostly discredited today.

    Co się wykłada:
    W nauce XIX-wiecznej popularna była hipoteza iż matriarchat stanowił wczesny etap rozwoju ludzkości, który obecnie przeważnie zaginął w prehistorii, prócz kilki “prymitywnych” społeczeństw. Hipoteza ta przetrwała w XX wieku i została rozwinięta w kontekście feminizmu, a zwłaszcza feminizmu drugiej fali, ale obecnie jest przeważnie odrzucana jako błędna.

    Wg mnie koncepcja, że kiedyś istniał matriarchat, to jest taka nowoczesna odmiana mitu amazonek.

    Wojciech Jóźwiak

  6. Napisano wtorek 16, czerwiec 2009 o 14:39 | Permalink

    Przekazuję komentarz, jaki dostałem od Jany’ego Waluszki:

    skojarzyło mi się to z motywami z Guriewicza, gdzie widać właśnie chrześcijańskie pogaństwo, wymysły z mieszanki oficjalnej wiary i ludowej magii, ale i urojenia; ciekawe, że w okresie wczesnego średniowiecza kościół potępiał za wiarę w sabaty czy czarownice itp. a w końcu zaczął palić czarownice za sabaty, czyli wziął własną (czy ludową? Tu trzeba by rzecz zbadać, bo zrazu każe się masie ciemnej pokutować za wiarę w) bajkę serio – i wyciągnął dużo surowsze konsekwencje – upowszechnia się to zresztą w okresie oświecenia i od-rodzenia, choć nie wiem, czy można uwolnić od winy za to średniowiecze, bo przecież oświeceni to potępiali, a trzymała się tego reakcja, choć nie katolicka przeważnie, a protestancka, jak trafnie zauważa Wojtek, bo to nie była nasza bajka – z renesansem trudniej rozstrzygnąć, bo wierzył w magię etc. – a wczesne chrześcijaństwo odrzucało to, bo z antyku wyrosło, ale i przeciwko pogaństwu, co się potem rozpływa w germańskiej masie, bez słowiańskiego wkładu, który wraz z SCS odrzucono ‘Ja

  7. kacper
    Napisano wtorek 16, czerwiec 2009 o 15:15 | Permalink

    Nie dziwię się, że sprawa jest przedmiotem ostrego sporu, który także w świecie akademickim przybiera bardzo emocjonalny obrót.

    Kwestia bowiem tylko z pozoru dotyczy zamierzchłej przeszłości. Od rozstrzygnięcia sporu zależy sposób widzenia najgłębszych wartości kulturowych i religijnych, jakie ukształtowały się w naszym społeczeństwie.

    Jako zwolennik Nowego Paradygmatu nie martwię się specjalnie faktem, że początek artykułu w wikipedii rozpoczyna się stwierdzeniem przeciwnym do mojego:)

    Feminizm sakralny oraz archeolożki, jak Gimbutas, odkrywające jego historyczno-cywilizacyjne podstawy, należą bez wątpienia do Nowego Paradygmatu.

    Zamiast na ostrożne mainstreamowe wstępne “słowo podsumowujące” w artykule wikipedii, zwróciłbym uwagę na obecne w dalszym jego tekście konkretne fragmenty rozważań:

    “The original evidence recognized by Gimbutas, however, of Neolithic societies being more egalitarian than the Bronze Age Indo-European and Semitic patriarchies remains valid.”

    “Jednakowoż świadectwa dostarczone przez Gimbutas na rzecz tezy, że społeczeństwa neolityczne były bardziej egalitarne niż indoeuropejskie i semickie społeczeństwa patriarchalne z Epoki Brązu pozostają wiążące.”

    Co bardzo ważne, inaczej niż implicite zakładają to jej przeciwnicy, Gimbutas nigdzie nie dowodziła “matriarchatu” w znaczeniu “patriarchatu odwróconego” (“Seksmisja”!:) A jest to naturalny sposób, w jaki rozumieją teorię feministek sakralnych jej przeciwnicy zakorzenieni w fobicznej mentalności patriarchalnej.

    Artykuł wikipedii przyznaje to lojalnie w następnym zdaniu:

    Gimbutas herself has not described these societies as “matriarchal”, preferring the term “woman-centered” or “matristic”.

    >>Gimbutas nigdy nie opisywała tych społeczeństw jako “matriarchalne”, preferując termin “kobieto-centryczne” czy “matrystyczne”<<

    O co chodzi? O to, że sama idea "władzy" jest wytworem patriarchalnym, a społeczeństwo matri"archalne" po prostu… nie znało władzy!

    Potwierdzają to wykopaliska. Np. te z Krety. Pomimo wysoko rozwiniętej kultury architektonicznej nigdy archeologowie nie natrafili w miastach cywilizacji minojskiej na najmniejszy ślad jakichkolwiek ogrodzeń (wskazujących na poczucie własności prywatnej). Albo na istnienie żołnierzy (czy choćby broni!). Jedyny poświadczony obiekt przypominający broń to ceremonialny toporek obosieczny ("labrys"), który wszakże nie służył do walki, lecz pełnił funkcje rytualne.

    Otóż można zasadnie sądzić, że mieszkanki i mieszkańcy Krety żyli w odmiennym stanie świadomości (pisze o tym uczony tej miary co Kerenyi: "Dionizos") i dlatego do harmonijnego życia społecznego władza po prostu nie była im potrzebna.

    To zupełnie rewolucyjna wiedza, jeśli chodzi o możliwości życia społecznego.

    Yes, we can!

    W dalszych zdaniach artykuł wikipedii wskazuje, że archeologiczne wnioski Gimbutas bynajmniej nie zostały zdyskredytowane, a co więcej, nadchodzą ich kolejne potwierdzenia, także ze strony najnowszych badań:

    Del Giorgio in The Oldest Europeans (2006) insists on a matrifocal, matrilocal, matrilineal Paleolithic society. Kurt Derungs is a non-academic author advocating an "anthropology of landscape" based on alleged matriarchal traces in toponymy and folklore.

    Tego (i wielu solidnych odkryć z Malty, Catal Huyuk, Krety) nie da zbyć jako "bajki o Amazonkach"…

    http://www.catalhoyuk.com/

    http://web.infinito.it/utenti/m/malta_mega_temples/indxfram.html

    Na Malcie wśród licznych znalezionych przedstawień ludzkich nie znaleziono ani jednego przedstawienia mężczyzny.

    Zaś przedstawienia kobiet wystarczą same za siebie, by oddać pokojową, kontempacyjną i metafizyczną duszę tej cywilizacji.

    Która na niewielkiej wyspie zbudowała dziesiątki gigantycznych świątyń megalitycznych, ku czci Bogini Matki.

    Świątynia Hagar Qim wielkością przewyższa kilkakrotnie paryską Notre Dame.

  8. Napisano środa 17, czerwiec 2009 o 11:43 | Permalink

    Witam,
    Ciekawa interpretacja z tymi czarownicami i podziałem Zła w antychryście na Naturę i Historię. Faktycznie w swoim odbiorze filmu jakoś nie zwróciłem na ten drugi filar uwagi. Bardziej skupiłem się na społecznych i religijnych podłożach Zła. co prawda obydwie drogi prowadzą faktycznie do historii, ale nie przyszło mi do głowy potraktować tego tak dosłownie.

    Rewelacyjna myśl z \”prześladowaniem czarownic jako niezagojoną raną na zbiorowym „duchu” Zachodu\”.
    To chyba jest faktycznie bardzo silny jeżeli nie dominujący wątek filmu. Zwłaszcza w konfrontacji z finałem filmu. Chyba za bardzo skupiłem się na konwencji horrorowej.

  9. Napisano czwartek 18, czerwiec 2009 o 8:03 | Permalink

    Wklejam komentarze Jany’ego:

    warto tu zauważyć, że kościół nie wierzył w bajki o magii zrazu, dopiero potem, wraz z rozwojem nauki :( to kupił, a w czasie, gdy w to nie wierzył, oskarżał o wiarę w to babki, szczególnie w kontekście około-miłosnym, ale praktyki serio wytykał z historii kapłanów pogan o augurach, wilkołakach etc. mówiąc, nie o wielkiej bogini, zaś Guriewicz ma magię nie za element jakiejś dawnej religii, a folkloru, co istniał pod każdą z nich – pa, ja.

    Cytat: mord na czarownicach jest do dziś niezagojoną raną na duszy Zachodu. Mordy na czarownicach ze szczytem w XVI-XVII w. były jakąś dziwną prefiguracją mordu na Żydach 300 lat później; osobliwa jest ta zbiorowa pod/nie-świadomość Białych Ludzi

    — czy wszystkich? Bo to w obu przypadkach tyczyło nawet nie Zachodu w ogóle, a głównie Niemców, więc kraju mającego problem z tożsamością i goniącego centrum, a nawet o imperium walczącego; czy jest to specyfika germańska, Lutry bojące się lasu i nie-swojego w ogóle, czy właśnie owa rywalizacja źle kierowana, gdy coś nie idzie z mocnym, odbijająca niepowodzenia na słabszym ‘Ja.

  10. kacper
    Napisano niedziela 21, czerwiec 2009 o 0:18 | Permalink

    Pozwolę sobie jeszcze wkleić taki link na temat:

    http://dakini.org.pl/po/warsztaty/ceremonia-dla-czarownic.html

    Nie znam książki Guriewicza, niestety, ale znam Wiercińskiego “Magię i religię”. Podział na magię i religię, wynikałoby według tego autora, jest w dużym stopniu arbitralny, gdyż są to zjawiska zazębiające się. Zwłaszcza w religii kosmicznej nierozdzielne.


Napisz komentarz

Twój e-mail nie jest nigdy publikowany ani udostępniany. Pola obowiązkowe zostały oznaczone *
*
*